Rozważanie wielkopostne cz. 3 – Sprawiedliwość społeczna w przesłaniu Jezusa

przez

włącz 16 marzec 2009.

Tomasz Józefowicz

 

Poprzednie rozważanie zakończyliśmy konkluzją, że przerażające ubóstwo miliardów ludzi na naszej planecie jest podtrzymywane przez rozregulowany system sprawiedliwości, który zamiast nakłaniać wszystkich do niwelowania przepaści między biednymi a bogatymi, rozbieżność tę pogłębia. Czy jako chrześcijanie mamy obowiązek i możliwość cokolwiek w tej kwestii zrobić? Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od tego, jak na taką niesprawiedliwość społeczną reagował Jezus. Jeśli nie była ona przedmiotem Jego zainteresowania, a wymierzał On swoje przesłanie tylko przeciwko grzechom pojedynczych osób, trudno oczekiwać od Jego uczniów, aby zajmowali się społecznymi problemami w skali lokalnej czy globalnej.

 

Jest wielu interpretatorów, którzy uważają, że rzeczywiście Jezusa nie interesowały instytucje życia społecznego, ani kwestie publicznego bezpieczeństwa. Ich zdaniem, obce Mu było myślenie w kategoriach większych, anonimowych zbiorowości, ponieważ opierał swoją wizję życia w społeczeństwie na modelu relacji osobistych. Nie zwracał uwagi na wielkie organizacje, instytucje czy władze. Sednem nauczania Jezusa w tej interpretacji jest wewnętrzna przemiana w sercu człowieka, którą przynosi dokonane przez Niego odkupienie, a nie zmiana o charakterze społecznym. Wszelkie próby rozumienia przesłania Jezusa jako określonej opcji społeczno-politycznej wydają się z tej perspektywy podejrzane. W konsekwencji podejrzane musi być również angażowanie się chrześcijan w przedsięwzięcia służące dokonywaniu zmian w sferze publicznej. Dobrze podsumował takie podejście nieżyjący już biskup katolicki Helder Camara: „Kiedy daję biednym chleb, nazywają mnie świętym. Kiedy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba, nazywają mnie komunistą”.

 

Czy Jezusowi rzeczywiście obce były kwestie sprawiedliwości społecznej? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie analizując wystąpienie Jezusa w Nazarecie, które miało miejsce zaraz po czterdziestodniowym okresie kuszenia na pustyni.

 

Gdy wraz z cierpiącym Mesjaszem opuścimy pustynię i pójdziemy za Nim do Nazaretu, usłyszymy jak w synagodze wygłasza swój program społeczny (Łk 4,18-19). Zakłada on między innymi ogłaszanie Dobrej Nowiny ubogim i przywracanie wolności zniewolonym. O tym, że Jezusowi nie chodzi jedynie o ubóstwo duchowe świadczy końcowe stwierdzenie: „abym zwiastował miłościwy rok Pana”. W Starym Testamencie było to określenie roku jubileuszowego, który ogłaszano co 50 lat. Rok jubileuszowy miał w Bożym zamyśle być czasem, kiedy dokonywano korekty w systemie sprawiedliwości. Sprowadzała się ona do następujących procedur: darowania długów, uwolnienia Izraelitów, którzy stali się niewolnikami u swoich współbraci z powodu zadłużenia i biedy, zwrotu ziemi zabranej w zamian za niespłacone długi, powrotu wydziedziczonego Izraelity do swej własności rodzinnej i do rodu (3 Mo 25,8–17.23–55). Kiedy Jezus ogłasza miłościwy rok Pana chce, aby jego rodacy powrócili do tej praktyki, której celem było między innymi przeciwdziałanie nadmiernym rozbieżnościom majątkowym między Izraelitami.

 

Wezwania do umorzenia długów i uwolnienia niewolników często pojawiają się później w nauczaniu Jezusa. W modlitwie, której nauczył swoich uczniów, karze im modlić się między innymi następującymi słowami: „i daruj nam nasze długi tak jak i my darowujemy je naszym dłużnikom” (Mt 6,12). Podane tłumaczenie wygląda obco, ponieważ przyzwyczailiśmy się do tłumaczenia „odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jednak występujące tu greckie słowo ofeilema jest określeniem długu w najbardziej materialnym tego słowa znaczeniu. Jezus nie oczekiwał tylko, że jego uczniowie będą przebaczać tym, którzy ich nękają i przysparzają im problemów, ale że będą okresowo anulować długi swoim dłużnikom, tzn. wprowadzą w życie rok jubileuszowy.

 

Modlitwa „Ojcze nasz” była modlitwą jubileuszową. Jezus chce powiedzieć, że nadszedł czas na uzdrowienie systemu sprawiedliwości, czas by wierni Bogu ludzie umorzyli ubogim w Izraelu wszystkie długi, ponieważ ich grzechy przeciwko Bogu też zostały anulowane. Jezus, który zazwyczaj nie jest legalistą i bez wahania przebacza grzesznikom ich grzechy, jest niezwykle konsekwentny w tym miejscu: tylko ten, kto okazuje łaskę, otrzymuje miłosierdzie. Boża abolicja na nic się zda tym, którzy nie potrafią uwolnić od długów swoich bliźnich.

 

Konfrontację Jezusa z panującym systemem sprawiedliwości widać jeszcze wyraźniej w kilku przypowieściach. Przypowieść o złym słudze, który był winien swojemu panu ogromną sumę pieniędzy często odczytujemy w oderwaniu od jej socjologicznego tła (Mt 18,21-35). Tymczasem jest bardzo prawdopodobne, że jej bohaterem jest konkretna osoba, galilejski wieśniak, którego można było nazwać po imieniu. Jak wielu jemu podobnych popadł w długi w wyniku kuriozalnych obciążeń podatkowych nakładanych przez Heroda, jego synów i Rzymian. Finansowe położenie chłopa było beznadziejne: był niewypłacalny, a właściciel ziemski domagał się sprawiedliwości.

 

W tego typu sytuacjach dłużnik mógł się zwrócić o pomoc do kredytodawcy. Zabezpieczaniem kredytu była jego własność. Ponieważ jednak najczęściej zadłużenie wieśniaka dalej rosło, po niedługim czasie jego ziemia przechodziła na własność lichwiarza a on sam stawał się jego sługą. To nie rozwiązywało jednak jego problemów. Niespłacone długi rosły w astronomicznym tempie. W końcu wierzyciel, aby odzyskać pożyczone pieniądze sprzedawał wieśniaka wraz z jego rodziną i własnością. O takiej sytuacji mówi Jezus. „A ponieważ nie miał z czego oddać, kazał go pan sprzedać wraz z żoną i dziećmi, i wszystkim, co miał, aby dług został spłacony” (Mt 18,25). Kiedy jednak wieśniak prosi pana o cierpliwość ten ogłasza w jego życiu rok jubileuszowy i darowuje mu cały dług.

 

Niestety przypowieść Jezusa tutaj się nie kończy. Nie wszyscy w Izraelu gotowi są zapłacić cenę Bożej sprawiedliwości. Wyzwolony niewolnik spotyka swojego dłużnika i odmawia mu przywileju jubileuszowego, z którego sam skorzystał. Wtedy jego współsłudzy donoszą panu o jego postępowaniu, a ten powiada: „Czy i ty nie powinieneś był zlitować się nad współsługą swoim, jak i ja zlitowałem się nad tobą?” (Mt 18,33). Niemiłosierny sługa zostaje ostatecznie sprzedany. Jubileusz nie ma zastosowania wobec tego, który nie chce okazać ani współczucia ani wdzięczności. Według Jezusa nie będzie Bożego odpuszczenia dla tych, którzy nie chcą stosować go na ziemi wobec swoich bliźnich.

 

Nauczanie na temat roku jubileuszowego zawarte jest też w przypowieści o nieuczciwym zarządcy (Łk 16,1-8). Jak już wspomniałem wielu wieśniaków w ówczesnym Izraelu traciło wolność w wyniku niewywiązywania się z roszczeń podatkowych. Ich sytuację pogarszała dodatkowo nieobecność właścicieli. Ściąganiem długów w ich imieniu zajmowali się wynajęci rządcy, którzy żądali od dzierżawców ziemi arbitralnie ustalanych sum pieniędzy, wykraczających daleko poza czynsz, zadłużenie i podatki, które wymagały spłacenia. Zarządcy przedstawiali panom sfałszowane księgi rachunkowe, co pozwalało im w krótkim czasie dojść do niebywałego bogactwa. Jednak w pogoni za bogactwem tracili prawdziwy skarb, mianowicie szacunek i sympatię swoich rodaków. Przypowieść o nieuczciwym zarządcy opowiada właśnie o właścicielu ziemskim, który odkrywa nieuczciwość swojego sługi, okradającego zarówno swojego pracodawcę, jak i kontrolowanych przez siebie dzierżawców. Zdając sobie sprawę z tego, że wielkość zdefraudowanych pieniędzy jest zbyt duża by mógł je spłacić, zarządca postanowił obniżyć dług wierzycieli swojego pracodawcy do wymaganego poziomu. W ten sposób pogłębił swoją niewypłacalność. Zyskał jednak autentyczne bogactwo, jakim była wdzięczność i przyjaźń ofiar swoich wcześniejszych malwersacji. We właściwy sposób odczytał znaki Królestwa Bożego i zrozumiał, że mamona niesprawiedliwości już nie rządzi. Dlatego zrywa z dominującym systemem i dokonując redystrybucji bogactwa, staje po stronie uciskanych.

 

Wywrotowe z punktu widzenia obowiązującej ekonomii nauczanie Jezusa jest bardzo wyraźnie przedstawione również w przypowieści o robotnikach w winnicy (Mt 20,1-16). Właściciel ziemski zgadza się nająć robotników na cały dzień za cenę jednego denara. W miarę upływu dnia właściciel zatrudnia kolejnych robotników o 12.00, o 15.00 i o 18.00. O 20.00 najął jeszcze kilku i wszystkim o zmroku zapłacił 1 denara. Wynajęci do pracy na początku dnia są oburzeni „niesprawiedliwością” i narzekają, ale gospodarz pyta jednego z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czy nie ugodziłeś się ze mną na denara? Czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, jak chcę? Albo czy oko twoje jest zawistne dlatego, iż ja jestem dobry?” (w. 13, 15).

 

Robotnicy oczekują, że gospodarz będzie postępował zgodnie z obowiązującym systemem i każdego wynagrodzi proporcjonalnie do jego pracy. Nie mogą znieść sprawiedliwości w wydaniu dobrego gospodarza: „Ci ostatni jedną tylko godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, cośmy znosili ciężar dnia i upał” (w. 12). Okazuje się jednak, że Boża sprawiedliwość wykracza poza matematyczną równość. Szuka raczej równości uzdrawiającej, która bierze pod uwagę nie tylko poniesiony trud i wykonaną pracę, ale także nierówne możliwości robotników na początku dnia. Fakt, że nie było wystarczająco dużo pracy (lub możliwości) dla każdego wydaje się mieć znaczenie dla gospodarza.

 

Jezus opowiadając się za nieproporcjonalnym wynagrodzeniem stwarza ekonomię troski o dobro wspólne. Pokazuje, że Bóg wykracza poza konwencjonalną sprawiedliwość a zabiega o taką, która ma wzgląd na możliwe do udźwignięcia obciążenia społeczne, uzdrowienie relacji i przemianę położenia tych najbardziej poszkodowanych. Nie jest to sprawiedliwość, która nie zważa na bezstronne, równe traktowanie, ale ta bezstronność jest powiązana z łaską, która może uzdrowić społeczeństwo i podważyć obowiązującą niesprawiedliwość, a nie tylko utrzymywać status quo. O ile mniej krwawych rewolucji spotkałoby ten świat, gdyby tylko uczniowie Jezusa okazali się bardziej gorliwi w pokojowym dążeniu do rewolucyjnej sprawiedliwości Bożego Królestwa!

 

Królestwo Boże stwarza przestrzeń, w których niżej sytuowanych traktuje się z szacunkiem i troską. Innymi słowy, przestrzeń, w której znikają różnice statusu społecznego i elitaryzm (Łk 14, 15-24), a wykluczeni są na nowo przywracani do pełnego uczestnictwa w życiu społecznym (Łk 15). Szczególnie uderzające w tym względzie jest traktowanie przez Jezusa kobiet. Jezus odrzuca zarówno szowinizm jak i erotyzm, które zazwyczaj w tandemie starają się nadać kobietom gorszy status. Kobiety stanowią część wędrującej społeczności uczniów Jezusa (Łk 8,3; 23,55). Jezus broni je przed krytyką i darzy szacunkiem (26,10). Broni prawa kobiety do tego, by „siedziała u jego stóp” co, wbrew współczesnemu wydźwiękowi tego wyrażenia, nie oznacza miejsca pośledniego, ale miejsce zaszczytne, które przysługiwało uczniowi, pobierającemu nauki u rabina (funkcja zarezerwowana wówczas wyłącznie dla mężczyzn; por. Dz 22,3). Kiedy Jezus otacza szacunkiem również dzieci (Łk 18,15-17), odrzuca typowe terminy wskazujące na czyjś wyjątkowy status (Mt 23,7-12), obmywa nogi uczniom (Jn 13,1-17), wówczas kształtuje radykalnie nowy rodzaj sprawiedliwości, gdzie ci najmniejsi są poważani, gdzie zanikają społeczne podziały, a przywódcy pochylają się by służyć.

 

W świetle przytoczonego nauczania Jezusa nie można zredukować zakresu Dobrej Nowiny jedynie do wymiarów indywidualnej duszy i formułować ją wyłącznie w osobistych kategoriach – osobistej społeczności, osobistej świętości, osobistego zbawienia i osobistego Zbawiciela. Na kryzys naszych czasów nie da się odpowiedzieć tak skurczoną Ewangelią. Zielonoświątkowy teolog Eldin Villafane twierdzi, że: „Nasza duchowość i sama Ewangelia, którą głosimy, powinna być tak wielka i wszechobecna jak grzech i zło. Słabniemy duchowo i tym samym zasmucamy Ducha, jeśli ‘naszej walki ze złem’ nie ‘toczymy zgodnie z geografią zła’”. Ponieważ grzech i zło nie mają tylko wymiaru osobistego, ale także wymiar społeczny, systemowy i ekonomiczny, ponieważ „geografia zła” wykracza poza wymiary pojedynczej duszy, Ewangelia zdolna do konfrontacji z obecnym globalnym kryzysem musi być równie ekspansywna.

 

Być może dzisiaj nie musielibyśmy stać w obliczu tego, co nieuniknione, jak przekonują nas prorocy naszych dni, gdyby poprzednie pokolenia wsłuchiwały się uważniej w głos proroków swoich czasów, takich jak Martin Luther King. W swojej ostatniej książce The Trumpet of Conscience (Trąba sumienia, 1967 r.) pisał: „Rozwinięte przemysłowe kraje na świecie nie mogą pozostać bezpiecznymi wyspami dobrobytu w szalejącym oceanie ubóstwa. Zbiera się na burzę, która uderzy w uprzywilejowaną mniejszość na ziemi i nie będzie się można przed nią schronić, ani od niej odizolować, ani przeciwko niej uzbroić. Ta burza nie ucichnie dopóki sprawiedliwa dystrybucja owoców ziemi nie umożliwi godnego i przyzwoitego życia wszystkim ludziom. Jesteśmy być może dopiero w początkowej fazie zmian tak dalekosiężnych pod względem konsekwencji jak rewolucja amerykańska. […] Jeśli nie zaczniemy działać, z pewnością zostaniemy pociągnięci w dół długim, ciemnym i haniebnym korytarzem czasu zarezerwowanym dla tych, którzy mają moc bez współczucia, potęgę bez moralności i siłę bez zdolności przewidywania”.

 

Być może dzisiaj, kilkadziesiąt lat później jest już zbyt późno, żeby uniknąć pewnych konsekwencji wcześniejszych zaniedbań. Ale może jest jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby uniknąć całkowitej katastrofy. Oczywiście można uspokajać się myśleniem, że powinność działania nie dotyczy Polski. Przecież to my do niedawna byliśmy wśród tych uciskanych i wykorzystywanych. Czy nie mamy wreszcie prawa do odrobiny luksusu? Myślę, że Bóg rzeczywiście chce widzieć jak prosperujemy i rozwijamy się. Nie może się to jednak odbywać kosztem bezrefleksyjnego przyjęcia opowieści bogatych, którzy przekonani o tym, że są wybrani i błogosławieni przez Boga jako prawdziwe dzieci Abrahama, zapominają, że są wybrani i błogosławieni ze względu na wszystkie plemiona ziemi i po to, by wszystkie narody były błogosławione w nich.

 

Co zatem możemy zrobić? Jak odpowiedzieć na wzrastającą niesprawiedliwość będącą wynikiem wadliwego działania społecznej maszynerii? Jakie podjąć działania, aby zmienić wspomniane we wcześniejszych rozważaniach tragiczne statystyki?

 

Po pierwsze, tak jak Jezus, możemy mówić prawdę o niesprawiedliwości i odstępować od niej przy każdej nadarzającej się okazji. Możemy w sobie i naszych dzieciach kształtować poczucie odpowiedzialności nie tylko za pomyślność swoją i tych, którzy są blisko nas, ale też za tych, którzy – choć są daleko – mają takie samo prawo do korzystania z dobrodziejstw własności pozostawionej nam w szafarstwo przez Gospodarza. Możemy torować drogę odnowionej wizji sprawiedliwości odcinając się do narracji dominacji i podporządkowania, na rzecz tych, mówiących o wzajemnej uległości. W tym celu możemy rozpowszechniać chociażby taką deklarację jak Deklaracja równości znajdującą się na naszej stronie (tutaj).

 

Po drugie, możemy podjąć konkretne działania w celu zmniejszenia największych zagrożeń.

 

The Mutunga Partnership (Melbourne, Australia) i The Two Dollar Challenge (USA) to organizacje próbujące zmienić tragiczne statystyki na temat głodu na świecie w narzędzie służące budzeniu świadomości w kwestii głodu, budowaniu poczucia wspólnoty z ubogimi i zbieraniu funduszy na rozwój rynku mikrokredytów. Instytucje te prowadzą dwa programy: The Mutunga $2 Challenge i Two Dollar Challenge, w ramach których zachęca się rodziny do ograniczenia swojego budżetu żywnościowego do 2 dolarów na osobę przez cały tydzień. Zaoszczędzone pieniądze należy przeznaczyć na cele charytatywne. Nie wymaga to znalezienia dodatkowych pieniędzy, a jedynie tymczasowej zmiany stylu życia.

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że wśród czytelników tych rozważań mogą być tacy, których dzienny budżet żywieniowy nie przekracza 7 zł. Wszystkich pozostałych zachęcam do podjęcia tego wyzwania w okresie poprzedzającym Święta Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego. Zechciejmy doświadczyć przez ten czas takiej jakości życia, jaka jest udziałem połowy mieszkańców naszego globu. Przypuszczam, że najłatwiej będzie to zrobić odmawiając sobie (w ramach tego odmiennego postu) produktów delikatesowych takich jak słodycze, kawa, herbata czy mięso, tak rzadko oglądane na stołach tych, którzy muszą przeżyć za 2 dolary dziennie. Dzięki niewyszukanemu menu, złożonemu głównie z warzyw, owoców i podstawowych produktów zbożowych, poczujemy przez chwilę, jak to jest żyć w mniej uprzywilejowanej części świata. A przy okazji odłożymy kilka złotych, które dołączywszy do ofiary płynącej z serca możemy przeznaczyć na ubogich tego świata.

 

(Dla tych, których przeraża wizja rozstania się z ulubionym batonikiem na okres kilkunastu dni mam dobrą nowinę. Podczas 40 dni Wielkiego Postu, chrześcijanie tradycyjnie poszczą we wszystkie dni tygodnia – poza niedzielą. W niedzielę zawieszają post, ponieważ jest to dzień świętowania zmartwychwstania Pana Jezusa. Gdyby takie rozwiązanie wydawało się komuś odpowiednie, miałbym tylko jedną sugestię. Jeśli chcemy w najbliższym czasie świętować niedzielę tabliczką czekolady albo filiżanką aromatycznej kawy, niech będzie to czekolada i kawa pochodząca z tzw. sprawiedliwego handlu. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

 

Na co jednak przeznaczyć tę odłożoną sumę pieniędzy? Jest przecież tyle potrzeb na świecie, tyle biedy. Gdzie te środki zainwestować? Jeśli Duch Boży nie prowadzi nas inaczej myślę, że powinniśmy wspomagać tych, z którymi Bóg nas łączy w sposób naturalny przez okoliczności naszego życia. W przypadku Zboru Nowe Życie może to być np. misja Nathalie i Marka Wnuków w Kijowie (więcej o ich służbie tutaj). Nathalie i Marek nie tylko zapewniają dom i opiekę dla kilkunastu dzieci ulicy z Kijowa, nie tylko wyposażają ich w wiedzę i umiejętności, które pomogą im w przyszłości prowadzić normalne życie, ale przekazują im też Dobrą Opowieść o Jezusie, dzięki której nie będą musiały wracać tam, skąd przyszły. Udzielenie im finansowego wsparcia będzie nie tylko wyrazem naszego uznania dla pracy, jaką wykonują, ale także działaniem, które pozwala w wymierny sposób niwelować skutki ubóstwa w życiu tych najbardziej poszkodowanych.

 

Może ta jedna inicjatywa zachęci nas do kolejnych, które łącząc się z przedsięwzięciami, jakie Boży Duch wzbudza w sercach innych chrześcijan, utworzą potężny ruch współdziałania na rzecz zdrowego systemu sprawiedliwości, który respektuje potrzeby i dba o dobrobyt wszystkich, a nie tylko wybranych mieszkańców ziemi. Nasza troska o powierzony nam świat musi jednak wykraczać poza sferę sprawiedliwości społecznej. Nad tym spróbujemy się zastanowić w kolejnej części rozważań. Cdn.

 

Warszawa, 15 marca 2009

podziel się